środa, 11 kwietnia 2012
Wiosna z dala od domu.

Jestem w Holandii. Czasowo...

Wrocilam z Japonii na poczatku stycznia. Bylam zajeta i nie mialam ochoty na pisanie. Bycie w DOMU, w Japonii bylo zbyt ekscytujace by spedzac czas nad koputerem.

Jesien w Tokyo, Boze Narodzenie, Nowy Rok...bardzo mi sie podoba japonski Sylwester...jest cicho, o polnocy bija dzwony w swiatyniach buddyjskich...glebokie, smutne tony...Tokyo jest takie spokojne w Nowy Rok.

A teraz jest wiosna i sakura kwitnie a ja nie moge tego zobaczyc...tesknota prawie boli

 

Tagi: Japonia Tokyo
15:35, kbutryn-net
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 maja 2011
Asahikawa i Sapporo.

Asahikawa i Sapporo to dwa najwiekse miasta Hokkaido.

Asahikawa i Sapporo maja lotniska, krajowe i miedzynarodowe (to w Sapporo). Jest wiec latwo tam doleciec z Honshu. Oba miasta sa duze, ludne i w sumie przyjemne. Ale ja, nie wiedziec czemu, nie przepadam za sapporo. Wole Asahikawa, mniejsze i jakies...milsze. W ogole Hokkaido sparwia na mnie wrazenie raczej japonskiej kolonii niz samej Japonii. Juz pare razy o tym pisalam...

Jest tam duzo przestrzeni, lasow, gor, pol i lak...mleko z Hokkaido jest przepyszne, podobnie jak owoce i warzywa, swietne ryby i owoce morza. No i to czyste powietrze...ale...

...jest tam tez super zimno...za zimno jak dla mnie...

I atmosfera jest inna niz na pozistalych wyspach...czuje sie innego ducha...ducha ludu Ainu?

Asahikawa moze za jakis czas stac sie moim nowym domem...jak wszystko dobrze pojdzie. I oby poszlo!!!

Japonczycy mowia ze Sapporo jest jak male Tokyo. Nawet maja miniature tokijskiej wiezy telewizyjnej- tej starej nie wlasnie ukonczonej, super wysokiej. Zabawnie wyglada taka mini Sapporo Tower.

Sapporo jest ludne i ladnie polozone. Nie wiem wiec czemu go nie lubie. Asahikawa jest polozona na rownienie..plasko tam, ale z daleka widac panorame pieknych gor. Ludzie sa mili w Asahikawa i jest tam tez fajny dworzec kolejowy, lotnisko ma dobrze zorganizowany transport z miastem...regularnie jezdza autobusy, spod dworca kolejowego...latwo trafic i niedrogo...przjazd na lotnisko 570 jenow.

Asahikawa zrobila na mnie mile wrazenie chocby tym, ze nie ma tam wielu cudzoziemcow, a tubylcy nie patrza na czlowieka jak na dziwo natury. To milo.

I zjadlam w asahikawa pyszny obiad skaldajacy sie z kulek ryzowych onigiri...chyba najlepszych jakie zdarzylo mi sie jesc. Onigiri w umeboshi, marynowana sliwka duza jak nie wiem...pycha!

Japonska ume to w sumie nie jest sliwka...to raczej roczaj moerli? Mniejsza o biologie- dobre toto!

Asahikawa to moej okno na Tokyo...i sa tam sklepy firm ktore lubie...wiec jesli tam kiedyz zamieszkam to nie bede narzekac...no, moze na zimno.

Ja jestem wprawdzie z polnocy ale lubie slonce i cieple dni, nawet upalne...takie jak w Tokyo. Brakuje mi Tokyo...

tesknie, cholera..............................................

12:35, kbutryn-net , o Japonii
Link Komentarze (1) »
środa, 25 maja 2011
Powrot Japonofila marnotrawnego.

No i jestem tu...w tzw. kraju rodzinnym. Wcale mi sie nie chcialo ale musialam... Pobyt w Japonii, pelen burzliwych wydarzen, trzesien ziemi i promieniowania sie skonczyl...na czas jakis zostaje tu....o rany..............

Zderzenie czolowe z polska rzeczywistoscia jest przykre. Juz zapomnialam o paniach w biurach co to przy kawusi i z kwasnymi minami niechetnie obsluguja petentow, o cenach jak z kosmosu za towary takie sobie etc etc...

Ale musze zalatwiac wize i musze tu byc czas jakis.

Wiec pewnie trzeba mi bedzie memuary pisac o Japonii...zeby poprawic sobie humor a czytelnikom- o ile jacys zostali- przkazac jakies informacje o moim ukochanym kraju.

:) ja biedny Japonofil...znowu tesknie, jak w Londynie...ale tu nie mam juz japonskich sklepow jak w Londynie wiec trzeba mi teraz jesc galarete z nozek i takie tam...jaki szok dla zoladka.

Ale ja lubie galarete...a co...dobra na stawy podobno

No dobrze...to od nastepnego wpisu...tylko o Japonii.

21:49, kbutryn-net , o Japonii
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 maja 2011
Na Hokkaido nadal zimno.

czy tu nigdy nie bedzie prawdziwej wiosny???
strasznie jest zimno w nocy , nadal...a ja nie mam juz piecyka w moim pokoju...

siedze okutana w koldry i nadal marzne, biedny mis... Hokkaido jest czyste i przestronne ale ja zdecydowanie wole zapchanei aktualnie niezbyt bezpieczne Honshu...tam jest cieplo i zielono...

w przyszlym tygodniu lece do Tokyo...a potem...musze wracac do POlski

wzywa familia i kwestie wizowe...

o mamo...

środa, 20 kwietnia 2011
Tokyo sie trzesie.

No i bylam w Tokyo.

Prawie trzy dni. Tokyo wyglada dobrze, sklepy sa pelne, przynajmniej te w centrum.

Wyglada jak zycie wraca do normy. Ale jest tez pewien niepokoj. Codziennie prawie czuc wstrzasy...sa mocniejsze i slabsze ale generalnie wszystkie odczuwalne.

Tokijczycy sie boja, ze w koncu dojdzie do wielkiego trzesienia, takiego jakie mialo miejsce w 1923 roku. Zginelo wtedy prawie 140 tysiecy ludzi. Dzis Tokyo jest o wiele gesciej zaludnione, ale domy sa wytrzymalsze.

Jednak jak bardzo sa wytrzymale? Podobno moga przetrwac trzesienie o sile 7 stopni w skali Richtera. A co sie stanie jesli bedzie 9tka?

Ja sobie wyobrazam cos strasznego...widze te wysokie domy, jak sie wala, ciezkie regaly z ksiazkami w domu przyjaciol spadajece im na glowy, ludzi uwiezionych w windach, ktore spadaja... I to nie jest wyobrazenie na podstawie ogladanych przeze mnie filmow katastroficznych. To sie moze zdarzyc...i tego wlasnie boja sie Tokijczycy.

Moj przyjaciel opowiadal mi jak przezyl wielkie trzesienie ziemi w Kobe...obudzil sie w powietrzu...

Trzeslo tak bardzo, ze podrzucalo cialo spiacego chlopaka razem z poduszka i koldra.

W ciagu weekendu w Tokyo doswiadczylam trzesienia o sile 5,9.

Bylo dziwnie...dzwiek jakby tapniecie, gluchy odglos i wstrzasy...bylam na parterze duzego budynku, w kawiarni w Roppongi.

Amerykanki pijace tam kawe robily przerazone miny, Japonki za kontuarem zbladly...ja sie tylko zdziwilam tym odglosem...dziwne...gluchy odglos jakby budynek osiadl...nie umiem tego lepiej wytlumaczyc.

Ja sie nie balam...moze dlatego ze nie odczulam konswkwecji trzesienia...tylko sam wstrzas...dla mnie to surrealistyczne przezycie...ale moj przyjaciel sie bal.

On boi sie caly czas i mowi, ze wielkie trzesienie moze sie wydarzyc bardzo niedlugo i on chce wyjechac z Tokyo, z Japonii...

 

16:39, kbutryn-net , Tokio
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 kwietnia 2011
Ja na Hokkaido- jutro do Tokyo.

Nie chce mi sie ostatnio tu pisac...bo jak nie moge wstawiac fotografii, to jakos mie nie neci...

Brzydko to z mojej strony niewatpliwie...ale pisze duzo po angielsku, ucze sie japonskiego, dostrajam sie do Hokkaido i staram sie zalatwic sprawy osobiste.

Jutro jade i lece to Tokyo na weekend. Tam codziennie wstrzasy wtorne ale ja sie nie boje.

W koncu jak juz jestem w Japonii, to musze byc gotowa na to ze trzesie...i to solidnie.

Ciesze sie ze bede w Tokyo...zobacze przyjaciol, zobacze co sie dzieje, zrobie kope zdjec...

Tu na Hokkaido zyje sie tak jakos wolniej, ciszej...jest milo i dobrze, powietrze takie czyste, slysze codziennie za oknem wroble i skowronki....normalnie jak w POlsce.

Az mi dziwnie...domowo... KOcham wrobelki i skowronki...przypominaja mi dziecinstwo na wsi i moja Bunie...babunie...umarla jakis czas temu a mnie nadal serce krwawi po tej stracie...

Hokkaido by sie Buni podobalo...ziemia dobra, krowy swojskie- holenderki- no i cicho i spokojni, i gory w poblizu.

Ale to jednak Japonia...

Dzis znowu bylam w onsen...moge tam siedziec godzinami, pluskac sie, wygrzewac w basenach z woda o roznych temperaturach.

Jakie to dziwne ogladac zupelnie nago starenkie babunie, dzieci, kobiety w roznym wieku...wszyscy sa tacy naturalni, normalni...nikt nie robi ceregieli za to myja sie twardo wszyscy...super czysty to narod...az milo...

POznaje ciagle milych ludzi, jem dobre rzeczy...czuje sie rozpieszczona i w koncu czuje sie soba...to nie cholerny Londyn- makabryczny moloch...

tu nawet cera mi sie poprawila, wygladam zdrowo i mlodziej...znikla zmarszczka pionowa miedzy brwiami...

dobrze mi w Japonii...biednam bo biedna ale jestem szczesliwa...

jutro do Tokyo

czas spac...

oyasuminasai

ps. jest niebezpiecznie przez Fukushime...jesli sie pogorszy...bedzie niedobrze...

poniedziałek, 28 marca 2011
Protesty anyatomowe w Tokyo.

Wczoraj w Tokyo maily miejsce protesty przciwko elektrowniom atomowym i energii nuklearnej. Moi znajomi tokijscy uczestniczyli w tej demonstracji. Bylo cywilizowanie, nikt niczym nie ciskal ani nikt nikogo nie obrazal...to nie lOndyn.

Sytuacja robi sie coraz trudniejsza...mowie o sytuacji w Fukushima. Ludzie sie bardzo niepokoja, wlasciwie to sie boja...

Hokkaido jest teraz w miare bezpieczne ale kto wie co bedzie?

Znajoma pisze blog o nuklearnym kryzysie w Japonii...pisze po angielsku, ale jak ktos chce, oto link to blogu:

http://japannews.best100japan.com/

06:38, kbutryn-net , o Japonii
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 marca 2011
sie odzywam z Hokkaido...znowu

to ja...

nadal cala i zdrowa (prawie) bo sie przeziebilam... sporo sie dziej i jednoczesnie spokoj jak nie wiem co...

straszne odludzie to Nayoro...ale ludzie mili bardzo...robie za cos w rodzaju dziwu przyrody...dzieci mowia...o, masz niebieskie oczy! no ba...ano mam

prawie nikt nie mowi po angielsku, za to maja tzw Hokkaido ben czyli gware Hokkaido...hmm...ja to w sumie wole Osaka ben lub Hiroshima ben bo zabawne...

co robilam ostatnio jak nie pisalam?

pisalam artykuly po angielsku o sytuacji w Japonii, odwiedzalam swtynie buddyjskie, jadlam ciastka, nauczylam sie robic cermmike-calkiem znowsny kubek i talerzyk zrobila...co ciekawe- talerz trudmiejszy do zrobienia niz kubek!

2 razy w tygodniu jedziemy do onsen, na kapiolke...ale fajnie! Woda 41 C...panie japonskie ganiaja gole i sie myja namietnie mydlami a potem plawia we wodzie...goracej...i ja sie plawie, uprzednio latajac gola i sie namydlajac...a co.

tyle osob zginelo....zeby nie ryczec codziennie...skupiam sie na nauce japonskiego, na pisaniu po angielsku i czytaniu...

jem tez sporo i co ciekawe chudne!

chca mnie tu wydac za maz usilnie...niby czemu? jest nawet kawaler do wziecia...rany, ale wstyd...kawalera jeszcze nie widzialam , ale mam zle przeczucia

nie moge sie wykrecic bowiem nieuprzejmie...jedyna nadzieja w tym ze sie nie spodobam o co sie postaram hehe...

kocham Japonie ale ...niech mi oszczedza swatow...kochani ludzie...

no chyba ze kawaler ow jako Apollo w wersji japonskiej...w co watpie bo gdyby byl to bylby juz wziety

cdn...

 

poniedziałek, 21 marca 2011
Szary dym z elekrowni a ja w kinie w Nayoro.

Znowu dymi...dymi z eletrowni atomowej Fukushima 1. Jak nie przestanie dymic to bedzie gorzej.

Ja nie dodymiam...dzis w Japonii swieto narodowe a ja bylam w kinie na pieknym japonskim filmie o samurajach i naturalnie ryczlam jak bobr, choc po cichu...

Jednak dystyngowana japonska pani, ktora na film mnie zaprosila byla zmartwiona, ze placze...tka dusza slowianska, rzeklam...

O tym filmie powinnam chyba napisac oddziely artykul, bo film piekny i bardzo wzruszajacy.

Po filmie udalam sie na ogladanie swiatyni buddyjskiej, ktora z zewnatrz wyglada jak kompleks rekreacyjny ale w srodku to swiatynia...i pachnialo trociczkami szalenie mocno.

Lubie swiatynie buddyjskie- uspokajaja mnie tak samo jak wielkie gotyckie katedry. Spkoj i zapach kadzidla...

 

11:00, kbutryn-net , o Japonii
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 marca 2011
Fukushima znowu dymi, ja spoojnie dopijam 3 kawe...

Fukushima znowu dymi.

Mysle, ze nie ma na co czekac, trzeba to cholerstwo zasypac piachem i zalac betonem...dokladnie tak jak zrobiono w Czernobylu.

Nie wydaje mi sie aby schadznie poprzez oblewanie woda z zewnatrz dalo jakies skutki...jak na razie ich nie widac- to znaczy skutkow pozytywnych oblewania H2O.

Japonczycy rozwiazali by problem i nareszcie mogliby spokojnie zaczac myslec o odbudowie.

NIe wiem wprawdzie, czy samo zasypanie i zalanie reaktora wystacza...czy wenatrz reaktora nie dojdzie do jakichs nowych procesow...coz, nie jestem fizykiem.

Ale nie chce aby cos sie temu krajowi gorszego jeszczr stalo...wystarczy bolu i cierpienia na jakis czas...

Niech beda bezpieczni...za to sie modle jak umiem.

Sama...nie jestem wystraszona czy zdenerwowana sytuacja.

Jesli ma sie cos stac, to ja i tak nie moge zrobic nic, aby bylo bezpieczniej...wyjechac nie moge i nie chce.

Pije swoja kawe...serce boli gdy mysle o K ale ...nie wolno mi o tym myslec.

Japonia jest zagrozona i to o niej powinnam myslec.

Japonczycy, ktorych poznalam w Nayoro sa dla mnie tacy mili...jutro ide na przyjecie, na poniedzialek zaproszenie do kina, we wtorek spotykam mnostwo ludzi i ucze sie robic czarki japonskie a we srode...rany...pomimo kryzysu i zagrozenia...chca mnie tu swatac...szalenstwo!

Czyzby czas na czwarta kawe?

a moze relanium?

 

10:20, kbutryn-net , o Japonii
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Blogi o Japonii
Serwis Doradczy
Studiowac, uczyc sie
Tagi
Best 100 Japan