Wpisy z tagiem: Londyn
piątek, 02 lipca 2010
Pierwszy dom japonski obejrzany!
Dzis bylam na ogledzinach. Mieszkania. Mieszkanie z czterema Japonczykami plci obojga, artystami, w okolicach Hackney. Troche niedogodnie komunikacyjnie, dzielnica tez szemrana, ale podobno jest bezpiecznie. No troche mam watpliwosci. Mieszkanie wyglada jak krajobraz po bitwie...pod Grunwaldem. Wala sie tam kopa starych gratow, pewnie landlordowych i klamoty artystow, ktorzy zbiegli nie placac czynszu...jak mi powiedzial mieszkaniec domostwa. Hmmm...lazienka moze byc i czysta choc pamieta lata 70 te. W pokojach ktore widzialam zamieszkuja aktualnie japonscy mlodziency, co widac. Balagam straszny i pachnie nieswiezymi skarpetkami. To mnie nawet o dziwo wzruszylo, bo przypomnialo mi czasy akademika i aromaty z pokoi mlodych naukowcow, kiedy to otwierali drzwi na osciez aby...wietrzyc. O mamo.... Zanim sie do takiego pooju wprowadze, trzeba bedzie przeprowadzic deratyzacje, dezynfekcje i diabli wiedza jakie jeszcze inne zabiegi higieniczne. Ale...zaleta chaty jest brak landlorda i wyluzowana mlodz japonska, ktora moze mi pomagac w nauce jezyka japonskiego. Glowny lokator mieszkania, subtelny mlody czlowiek, niezwykle uprzejmy byl i pelen rezerwy. I dobrze. W koncu nie wie kogo wpuszcza do domu wiec nadmiar wylewnosci moglby go zgubic...gdybym na ten przyklad miala jakies niecne zamiary i chciala sie wprowadzic aby obrabowac wspolokatorow. Ostroznosci nigdy za wiele...w Londynie. Musze pomyslec czy warto sie w to pakowac. Mam kolejne spotkanie z landlordem plci zenskiej w niedziele. Pani jest Koreanka ale zna perfekcyjnie japonski i byla wykladowca na japonskich uczelnich 20 lat... Tak... obiad koreanski w niedziele u pani landlord. Koreanczycy sa bardzo pro familia a ja nie za bardzo, wiec sie troche martwie....nie chce codziennie kimchi na obiad i przymusowych konwersacji o pogodzie. No tak, jestem strasznie marudna, wiem. Powinnam wybrac chate jak najszybciej bo zostalo mi tylko 16 dni. Ale jak wybierac, to z glowa...
wtorek, 29 czerwca 2010
Mieszkac z Japonczykami!
Oficjanie rozpoczelam sezon polowan na nowe mieszkanie. Szukam pokoju w domu, mieszkaniu z Japonczykami. Jak mam "bulnac za chalupe", to niech przynajmniej bedzie mi dane "bulnac" za miejsce mile i w cywilizowanym towarzystwie. Nie mowie, ze na pewno takie mieszkanie znajde, ale poszukiwania trwaja, ogloszenia rozeslane i pierwsze opowiedzi, o szczescie moje, nadeszly. Wkrotce zaczne ogledziny mieszkan (doglebne) i mieszkancow (z koniecznosci pobiezne :) i podejme zyciowo wazna decyzje "gdzie i za ile"! Ja nie jestem niestety panna (stara) dobrze sytuowana. Jednakowoz, bede uparcie dazyc do trzymania klasy i mieszkania na jako takim poziomie. Moj mini komforcik "wlasnego" pokoju z dostepem do netu w cichym zakatku Londynka...oto raj. Ja jestem diabelnie niesmiala w kontaktach z Japonczykami ktorych nie znam, ale z drugirj strony Japonczycy maja na mnie bardzo dobry wplyw i w ich towarzystwie lagodnieje i jestem milsza niz normalnie, mniej ostra. Ja ich po prostu lubie, dlatego ze sa. Niektorzy nie sa ani mili ani dobrzy i na takich naturalnie nie chce trafic. Trzeba miec oczy szeroko otwarte ... W szukaniu pokoju pomaga mi moja japonska kolezanka z pracy, niesamowicie mila dziewczyna, ktora czyta dla mnie i tlumaczy japonskie ogloszenia o pokojach do wziecia.Bezinteresownie! Oto japonski charakter... Moze juz w tym tygodniu znajde ladny maly pokoik z duzym oknem i widokiem na ogrod? I z milymi japonskimi wspollokatorami? Trzymajcie kciuk! :) Z harcerskim pozdrowieniem... wasz J.
niedziela, 06 czerwca 2010
Dzis rocznica.
Dzis mija dokladnie rok od dnia kiedy wyjechalam z Tokyo. Stasznie smutny byl moj wieczor przedwyjazdowy... Trzymalam Kena za reke i plakalam. Siedzielismy w ciemnym pokoju i milczelismy...Ken powiedzial w koncu...nie chec zebys wyjezdzala.. a potem...rano musze isc do pracy, wiec nie bede mogl cie odprowadzic na lotnisko...trzymaj mnie za reke cala noc, prosze... Siedzialam przy nim cala noc gdy spal w swoim pokoju i trzymalam go za reke... Jakze mega romantycznie. Super japonsko lirycznie i smutno...japonski chlopiec spi a cudzoziemska dziewczyna trzyma go za reke, bo nie moze sie z nim rozstac... Dzis Kennosuke zadzwonil...i powiedzial ze teskni ...A pode mna nogi sie ugiely na srodku Londynu i lzy stanely w oczach... Musze wrocic do Tokyo.... jak najszybciej... musze wrocic..........
sobota, 05 czerwca 2010
Japonczycy za granicami Japonii.
Zabawne jest to, ze tylu Japonczykow wlasciwie ucieka z Japonii. Bo w Japonii niby latwo i przyjemnie sie zyje...nie tak jednak do konca. Presja jest wielka. Zeby dostac sie do dobrego przdszkola, szkoly, byc dobrym uczniem, nie wychylac sie, radzic sobie w grupie, byc pilnym, pracowitym, milym ,cichym, skupionym, uprzejmym, zdyscyplinowanym, opanowanym, niezby glosnym, szanujacym starszych, szanujacym wladze, autorytety, przelozonych, nie sprawiac klopotu, zdobyc dobra prace, dobrze wyjsc za maz, kupic dom, splacac dom, wychowywac dzieci, pracowac, pracowac, pracowac...byc wartosciowym czlonkiem spoleczenstwa. Wielu Japonczykow to wszystko przytlacza, dobija, unieszczesliwia, wiezi... Nie moga zlapac oddechu. I uciekaja... Wyjezdzaja tam gdzie wydaje im sie ze jest lepiej, lzej, liberalniej. Gdzie niedorzymanie slowa czy spoznienie nie oznacza utraty twarzy. Na Zachod... Mysle, ze Japonczycy sa ciekawi innego zycia i chca przygody. Moi japonscy przyjaciele, ktorzy od lat mieszkaja za granica z takich wlasnie powpdow wyjechali z Japonii. Bo nie mogli zniesc presji, bo chcieli zyc inaczej, czuc sie wolni. Ale...wielu wraca po latach do Japonii lub za nia teskni. Ja bym dala wszystko za to, by w Japonii moc mieszkac na zawsze... Japonczycy wracajacy z zagranicy sa czesto postrzegani juz jako swego rodzaju obcy, "skazeni" obcymi wplywami. Ale za granica mieszkajac, mowia po japonsku, czesto zyja w japonskich spolecznosciach, dzielnicach. Kupuja japonskie jedzenie, chodza na przedstawienia kabuki... Jak ta Japonka, ktorej zrobilam zdjecie w autobusie linii 38. Japonka jechala do Sadlers Wells Theatre... Za granica zaczynaja dostrzegac, ze to co japonskie jest modne, budzi podziw, zainteresowanie, jest obiektem snobizmow elit... Ludzie opuszczaja swoje ojczyzny z roznych powodow. Mysle, ze Japonczycy nosza Japonie w sobie. Zabieraja ja ze soba wszedzie :) Mnie sie to podoba. Choc wole ich w Japonii...rozumiem ich chec zmiany. I w sumie, ciesze sie ze przyjezdzaja do Londynu. Bo dzieki nim jest mi tu lepiej...
piątek, 04 czerwca 2010
Kabuki w Londynie i inne takie ...
Dzis premiera spektaklu kabuki w Sadlers Wells Theatre w Londynie. Goracy dzien jak na kabuki. Przed teatrem widzialam grupy Japonczykow, odswietnie odzianych i klaniajacych sie innym Japonczykom nisko, nizej lub wyzej, w zaleznosci od waznosci osoby, ktorej sie klaniaja. Juz sam ten widok jest niczym spektakl...kultury japonskiej stosowanej. Niesamowite... Ja ostatnio pracuje duzo, zarabiajac na przyszlojesienne wakacje w Japonii. Nie mialam wiec czasu zabukowac biletu, a przez internet mialam klopot, bo cos nie klikalo. No wiec jutro ide zabukowac bilet osobiscie. I oby byly jeszcze miejsca...nawet na jaskolce. I tak wezme ze soba lornetke i teleobiektyw :)... No, lornetke na pewno, co do teleobiektywu- to nie posiadam wiec byl to zart. Ostatnio dziwne zarty sie mnie trzymaja, bo jestem pod wplywem lekow przciwbulowych. Reka po wypadku, czy raczej upadku ze stopnia autobusu na bruk londynski, nadal boli jak diabli. Z tej tez przyczyny nie mialam ani sily ani natchnienia na pisanie. Nawet pukanie obolalymi paluszkami w klawiature laptopa boli, oj boli... ale musze pracowac to i pisac powinnam. No to pisze... Dzis bylam na zakupach w Muji na Oxford Street i ubawil mnie przednio tekst wyglaszany po japonsku przez mloda Japonke, ktora tez kupowala. Ostra byla dziewczyna i ostro wkurzona. Panna rozmawiala z kims przez telefon i wyglaszala niepochlebne opinie o bandzie glupich obcokrajowcow czyli gaijinow, ktorzy nie wiedza jak sie zachowac i sa bardzo nieuprzejmi i ....dalej nie sluchalam bo Japonka zdenerwoana wyszla ze sklepu, a ja musialam placic za zakupy(zel do mycia twarzy, lotion nawilzajacy i dwa biale reczniki) Rozumiem po japonsku coraz wiecej ... Wiec jednak uczenie sie jezyka po nocach daje rezultaty. Biedni sa Japonczycy, ktorzy musze zderzyc sie czolowo wrecz z niemilym obejsciem jakie gotuje to miasto nowo przybylym...a nawet dawniej przybylym. W koncu mnie wypchnieto z autobusu... Ja sie juz nie moge doczekac powrotu do Tokyo...tam i kabuki pod reka i jak juz, to wpychaja czlowieka do pociagow w godzinach szczytu, a nie wypychaja na trotuar...taaaaa... PS. I znowu nie poszlam na lunch do Tenshi, bo musialam isc do pracy jako zastepstwo...........
czwartek, 03 czerwca 2010
Akari- japonski pub.
Zdjecie Akari, japonskiego baru na Essex Road kolo ktorego przechodze codziennie w drodze do mojej "cudnej" pracy. Przechodze codziennie ale nigdy w nim nie bylam, bo albo nie mam kasy, albo czasu, albo ide gdzie indziej. Czas to zmienic... W przyszlym tygodniu udaje sie do Akari, a jutro ide do Tenshi w Angel...na talerz sushi i kontemplacje...
wtorek, 25 maja 2010
Dzisiejsze "nowosci" japonskie z Londynu.
Dzis widziane i sfotografowane rzeczy,miejsca (i ludzie) japonskie w miescie Londyn...nie Ladek :). To ulotka promujaca nowootwarte Yo!Suhi...to siec barow sprzedajacych sushi w wydaniu powiedzmy to...fusion? Da sie zjesc to yo sushi w sumie. Jak czlowiek bardzo glodny... 33 Brook Street, Londyn- oto japonski zaklad fryzjerski MOGA czyli modern girl, czynny do pozna z posh klientela, glownie japonska...fryzjerzy tez japonscy. To wystawa sklepu Issey Miyake takze na Brook Street. MIyake ma poczucie humoru, jest nowoczesny i pozytywnie zakrecony. Lubie jego stroje (poza tym kapeluszem) choc mnie na nie nie stac :)
Papier ryzowy, tusz do kaligrafii, olowek...polaczenie malarstwa i grafiki w pracy japonskiego artysty Hiro Yamagata. Galeria na New Bond Street, cena pracy..tylko... 18,000 funtow. Ten sushi bar, polozony w malej bocznej uliczce, w poblizu Piccadilly Circus zawsze mnie intrygowal. I zawsze jak chce don wejsc, to jest zamkniety... MOge tylko zagladac przes okno a i tak malo widac... Budynek ambasady Japonii...wielki, na Piccadilly Street... po drugiej stronie ulicy jest Green Park. Japonczycy sa obok Green Parku a takze w Green Parku, jak ta mloda Japonska. Ciekawe ma na sobie wdzianko. i moja kolacja...oshi zushi czyli sushi prasowane z makrela marynowana w occie. Pycha! No, moze tak pysznie to nie wyglada, ale jest smaczne. Lubie taki Londyn.
piątek, 21 maja 2010
Beard Papa czyli japonskie ptysie i inne pysznosci.
To byly moje ulubione slodkie danka w Tokio. Cream puffs lub swojsko japonskie ptysie z kremowym nadzieniem, lekkim i pysznym. Produkuje je firma Beard Papa. Mozna je dostac na stacjach Tokio Glowna i w Ueno, w wielu miejscach. Zapach ptysiowo- kremowy jest tak intensywny, ze z daleka juz wiadomo, iz gdzies jest kawiarenka lub sklepik Beard Papa. I o radosci, od 2006 taka kawiarenka jest i w Londynie, na rogu Oxford Street i Berwick Street. Kiedy mam troche czasu po pracy i ochote na male co nieco, wtedy tam ide. Dzis bylam. Czuje sie lepiej wiec chcialam to uczcic jednym "puffem", japonskim ptysiem z kremem waniliowym, bo choc sa i takie o smaku truskawkowym , czekoladowym a nawet zielonej herbaty, to ja najbardziej lubue klasyczny krem waniliowy. Wcale nie jest za slodki i nie jest ciezki...jest delikatny i bardzo dobry. Poza "pufami" menu oferuje jeszcze inne smakolyki... Wszystko japonskie w stylu czyli lekkie i bez konserwantow i innych podobnych paskudztw. Ludzie lubia "pufy". Obsluga jest orientalna, generalnie japonska. Ladne panienki ubrane w sympatyczne, bardzo japonskie w stylu uniformy. Do kawiarenki Beard Papa przychodza zwlaszcza Japonki...na kawe i rozmowy z przyjaciolkami lub samotna kontemplacje slodkich delicji...polaczona z konsumpcja tychze. Wiem, ze te zdjecia troche dziwne, ale robilam je przez okno, jak rasowy paparazzi... Bo glupio mi bylo tak nachalnie robic foty w srodku. Obserwujac z zewnatrz, osiaga sie efekt bardziej naturalny. Scenka zupelnie jak z Tokio...az lza sie w oku kreci z rozrzewnienia. A moj puff byl przefantstycznie smaczny... Nareszcie cos dobrego po dwoch dniach glodowki...
sobota, 15 maja 2010
Japonofilskie ogloszenia drobne.
Dzis bedzie pare uwag o tym i owym, dotyczacym spraw japonskich w Londynie a nawet poza. Najpierw info spoza Londynu. Dzis kolaga moj Japonczyk napisal w mailu, ze od paru dni na targu rybnym Tsukiji w Tokio obowiazuje nowe rozporzadzenie. Zezwala ono na zwidzanie targu tylko 140 turystom zagranicznym dziennie! Tak wiec kto pierwszy ten wejdzie, nawet ten ktory 140 wejdzie, ale juz 141 nie... I takie oto sa skutki niesluchania polecen i lekcewarzenia prosb. Strasznie mi glupio i wstyd za tych kolegow obcokrajowcow (i kolazanki tez!), ktorzy tak skutecznie doprowadzili Japonczykow do ostatecznosci... no ale co robic... Wiadomosc druga, tym razem londynska to taka, ze otwarty zostal w Angel nowy maly i mily sklepik ze slodyczami. Nie ruszylo by mie to za bardzo gdyby nie fakt, ze w sklepiku owym mozna zakupic takze slodycze i napoje japonskie! O, jakze milo... Kolorowa wystawa i atrakcyjnie prezentujace sie polki sklepowe przyciagaja wielu kupujacych i ogladajach...glownie nieletnich obywateli Albionu. No ale i ja przeciez dalam sie skusic...tylko dlatego, ze zobaczylam japonskie smakolyki. I tak nie moge jesc slodyczy bo musze dbac o twz. linie, ale popatrzec zawsze mozna, no bo co w koncu... Wiadomosc numer 3. Bedzie przedstawienie kabuki w Londynie. Chihiro wspominala i kiedy zobaczylam plakat zdecydowalam ze ide! Teraz tylko kwestia czy dostane jeszcze bilety on line... Tyle sie dzieje. jak ja zniose tyle naglego szczescia w Londynie? :) A tak w zwiazku z kabuki... Potuptalam dzis do British Museum i w dziale sztuki japonskiej znalazlam portet najslynniejszego chyba onnagata w najnowszej historii- Bando Tamasaburo V. Rany, niezla z niego dziewoja...
niedziela, 09 maja 2010
Japonczycy w Londynie.
Dzis niedziela...prawie ze juz po niej ale co tam... Bylam na spacerze londonnym i udalo mi sie zrobic zdjecia paru Japonkom. I o Japonkach slow pare... Japonskie kobiety uwielbiaja spotykac swoje znajome Japonki i prowadzic dosc dlugie rozmowy w miejscach czesto dziwnych. Tu mamy trzy panie, ktore spotkaly sia na stacji metra Piccadilly Circus i rozpoczely dluga i wesola konwersacje, przeplatana wybuchami dyskretnego smiechu, kiwaniem glowami itp. Panie te to niewatpliwie malzonki japonskich businessmanow pracujacych w Londynie. Skad wiem? Bo panie ubrane elegancko i w stonowane kolory, uczesane ladnie ale niezbyt wymyslnie i dyskretnie umalowane. Poza tym niosly torby z zakupow w Mitsukoshi i Japan Centre oraz ze sklepow z elegancka odzieza. Powazna malzonka powaznego japonskiego businessmana ubiera sie spokojnie i godnie oraz ladnie. Pastele dominuja. Ubawil mnie plakat z Churchilem pokazujacym reka znak, ktory czesto robia japonskie dzieciaki na zdjeciach szkolnych. Dzieciaki i mlode Japonki. Mam wrazenie ze Japonczycy najbardziej jednak lubia swoje wlasne towarzystwo. Wcale mnie to nie dziwi bo ja tez najbardziej lubie tylko ich towarzystwo :). Ale ja, jak wiemy, niestety Japonka nie jestem... A oto Japonka nowoczesna, modna i awangardowa. Ubrana w modne ciuszki i uczesana ekstrawagancko. Widocznie na kogos czeka z ta waliza. Czyzby dopiero przyjechala do Londynu? W tym domu za nia, 33 Brook Street, znajduje sie na pietrze japonski salon fryzjerski wiec moze panna jest fryzjerka i przyjechala na staz? Japonczycy pozbawieni towarzystwa innych Japonczykow wygladaja na nieco zagubionych. Czyzby "lost in translation"? |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||