Cierpienia mlodego Japonofila.
"Cierpienia" owe sa raczej duchowe niz fizyczne.
Mieszkam teraz w Londynie a nie w Tokio, jak dawniej.
Nie lubie mieszkac w Londynie ale niestety czas jakis musze tu mieszkac.
Jest to straszliwie niefajne!
Zmiana lokalizacji mojej osoby na tej planecie byla przyczyna mej depresji.
To nie zart. To fakt.
Poniewaz nie moge byc teraz w Japonii cialem, jestem tam stale duchem.
Moi londynscy znajomi uwazaja ze mam kompletnego fijola, ale ja wole miec takiego bzika niz uczeszczac na alkoholowe londynskie "party" czy na codzienny "shopping" do Primarku.
Pisanie o Japonii moze byc kolejnym sposobem na ukojenie cierpiacego z tesknoty serca i skolatanych "londonnym" zyciem nerwow.
W Londynie zyje najwieksza w Europie spolecznosc japonska, jest wiec sie czym pocieszyc, bo i japonskie restauracje, i sklepy, i tabuny Japonczykow na Piccadily Circus i w okolicach.
Mozna uczyc sie jezyka japonskiego, mozna isc do japonskiej retauracji, kupuc japonskie ksiazki etc etc.
Nie jest tak zle w ty Londynie biednemu Japonofilowi.
Ale...
...to nie Tokio niestety.