Wpisy z tagiem: sushi
czwartek, 03 czerwca 2010
Akari- japonski pub.
Zdjecie Akari, japonskiego baru na Essex Road kolo ktorego przechodze codziennie w drodze do mojej "cudnej" pracy. Przechodze codziennie ale nigdy w nim nie bylam, bo albo nie mam kasy, albo czasu, albo ide gdzie indziej. Czas to zmienic... W przyszlym tygodniu udaje sie do Akari, a jutro ide do Tenshi w Angel...na talerz sushi i kontemplacje...
wtorek, 25 maja 2010
Dzisiejsze "nowosci" japonskie z Londynu.
Dzis widziane i sfotografowane rzeczy,miejsca (i ludzie) japonskie w miescie Londyn...nie Ladek :). To ulotka promujaca nowootwarte Yo!Suhi...to siec barow sprzedajacych sushi w wydaniu powiedzmy to...fusion? Da sie zjesc to yo sushi w sumie. Jak czlowiek bardzo glodny... 33 Brook Street, Londyn- oto japonski zaklad fryzjerski MOGA czyli modern girl, czynny do pozna z posh klientela, glownie japonska...fryzjerzy tez japonscy. To wystawa sklepu Issey Miyake takze na Brook Street. MIyake ma poczucie humoru, jest nowoczesny i pozytywnie zakrecony. Lubie jego stroje (poza tym kapeluszem) choc mnie na nie nie stac :)
Papier ryzowy, tusz do kaligrafii, olowek...polaczenie malarstwa i grafiki w pracy japonskiego artysty Hiro Yamagata. Galeria na New Bond Street, cena pracy..tylko... 18,000 funtow. Ten sushi bar, polozony w malej bocznej uliczce, w poblizu Piccadilly Circus zawsze mnie intrygowal. I zawsze jak chce don wejsc, to jest zamkniety... MOge tylko zagladac przes okno a i tak malo widac... Budynek ambasady Japonii...wielki, na Piccadilly Street... po drugiej stronie ulicy jest Green Park. Japonczycy sa obok Green Parku a takze w Green Parku, jak ta mloda Japonska. Ciekawe ma na sobie wdzianko. i moja kolacja...oshi zushi czyli sushi prasowane z makrela marynowana w occie. Pycha! No, moze tak pysznie to nie wyglada, ale jest smaczne. Lubie taki Londyn.
sobota, 22 maja 2010
Zdjecia "puffa" i inne takie...
Wczoraj nie opublokowalam zdjecia mojego puffa z tej prostej przyczyny iz go... zjadlam zanim sobie przypomnialam ze powinnam zrobic jego zdjecie. Coz, dzis sie poprawiam i przedstawie puffa, ktory zostal uwieczniony zanim zostal zjedzony. Puff, odslona pierwsza ... i odslona druga...troche sie plaszczyl, bo wiozlam go do domu w autobusie rozgrzanym i zatloczonym... Puff- ptys zniknal jak sen zloty Poza puffami, jem ostatnio sporo sushi...wraz z salatka z Hiyashi wakame czyli z rodzaju japonskich wodorostow... Salatka doprawiona ziarenkami sezamu i olejem sezamowych jest bardzo dobra i zdrowa. Zauwazylam, ze wodorosty morskie maja bardzo dobry wplyw na moje cialo. W ogole japonskie jedzenie jest jakby zaprojektowane wlasnie dla mnie. Od dziecka mialam zwyczaj jedzenia wielu rzeczy na surowo, zarowno owocow jak i warzyw, ziol, nawet miesa i ryb. Slynny tatar tradycujny i tatar z lososia to byly danka, ktore robiono w moim domu rodzinnym specjalnie dla mnie. Tak wiec teraz jadam po japonsku na potege i mam sie swietnie fizycznie. Nie wspomne o tym, ze stracilam zbedne kilogramy. Sporo zbednych kilogramow... Zamiast pic coca cole pije japonskie zielone herbaty.
wtorek, 27 kwietnia 2010
Aukcja tunczykow na targu rybnym w Tokio.
Bylo juz o rybach, bylo o jedzeniu ryb a teraz bedzie o sprzedarzy ryb. Duzych ryb. I drogich ryb. Wspanialych wielkich tunczykow. Ja uwielbiam ich mieso i jak tylko moglam to je jadlam. Rozne czesci tunczykowego ciala maja rozne mieso, jedne partie sa chudsze, inne tlustsze. Te tlustsze sa o wiele drozsze niz te chudsze. Ja wole chudsze wiec jadalam taniej. Tunczyki po polowie sa patroszone, czyszczone a nastepnie natychmiast zamrazane i to na kamien. W tej postaci dostarczane sa na rynki rybne w Japonii, zwlaszcza na Tsukiji. Na aukcje tunczykow trzeba przyjsc rano, tak okolo 6 rano, choc targ jest otwarty duzo wczesniej... bo przyjmowany jest towar. Na aucje nie mozna tak sobie wejsc jak sie nie kupuje. Trzeba czekac a nastepnie wchodzi sie i staje za sznurem odgradzajacym zwiedzajacych od kupujacych i tunczykow ma sie rozumiec.Widac to na tym zdjeciu. Ten milczacy tlum w glebi to zwiedzajacy.
Nie polecam lamania zasad i lazenia samopas po hali aukcyjnej. Jest tam sluzba porzadkowa co sie nie patyczkuje i wyprasza niezdyscyplinowanych. I dobrze...trzeba sluchac jak mowia grzecznie, po japonsku.
Na tym zdjeciu widac tunczyki, kupujacych i pana oficera porzadkowego w uniformie. Wyglada ja policjant.
Zanim sie tunczyka kupi, a kosztuje BARDZO DROGO!, trzeba sprawdzic jakosc jego miesa. Kupujacy to starzy fachowcy co znaja sie na rzeczy i dokladnie wiedza jak powiniem wygladac tunczyk idealny, ktory bedzie pyszny i wart swej wysokiej ceny. Cena zalezy od jakosci miesa, nie wielkosci tunczyka, chosc wielkosc tez ma znaczenie.
Japonczycy odcinaja fragment miesa z ogona i na tej podstawie sa w stanie okreslic ile wart jest poszczegolny tunczyk. Bardzo bym chciala wiedziec jak to sprawdzaja...
Kupujacy chodza i ogladaja, prowadzacy aukcje zapisuje ceny wyjsciowe, numery tunczykow. Ryby leza bezposrednio na ziemi lub na drewnianych podkladkach. Nie wiem dokladnie jak to nazwac... W kazdym razie po fazie przygotowawczej nastepuje aukcja wlasciwa i zaczyna sie jazda...
Prowadzacy wykrzykuja numery tunczykow i zaczyna od ceny wywolawczej a potem to juz tylko najszybszy japonski jaki w zyciu slyszlalm, slowa wypowiadane w tempie karabinu maszynowego... Aukcje prowadzi paru ludzi, w poszczegolnych sekcjach. Organizacja jest bardzo dobra i wszystko idzie bardzo sprawnie. Tak to przynajmniej wyglada. A potem sie wychodzi, bedac ogluszonym krzykiem i porazonym widokiem setek martwych tunczykow, poleglych na chwale japonskiej kuchni. Kiedy sie potem idzie na super ekskluzywne sushi z najsmaczniejszych i najdrozszych tunczykow...placi sie krocie!
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Sniadanie na rynku Tsukiji w Tokio.
Dzis wspominek o Tsukiji ciag dalszy. Kiedy sie czlowiek dosc nachodzi i naoglada ryb, krewetek, krabow, strzykw to robi sie strasznie glodny. Swieze ryby pachna pysznie i Japonczykom slinka leci na ich widok. Mnie tez leciala wiec poprosilam przyjaciol bysmy poszli cos zjesc...zaraz po aukcji tunczykow o ktorej napisze niebawem. Wiec poszlismy i zobaczylismy obrazek bardzo mi znajomy...dlugie ,dlugie kolejki. Przed malutkimi barami serwujacymi sushi i sashimi sniadanka ze swiezych ryb staly szeregi wyglodzonych Japonczkow, wyglodzonych ale zdyscylinowanych.Zdjecia dan wygladaly powalajaco dobrze.
Poniewaz wszedzie bylo strasznie tloczno, to pochodzilismy troche, szukajac slynnego podobno bardzo baru serwujacego chirashi zushi czyli sushi serwowane z ladnej misce, nie w postaci malych porycjek na jeden gryz ale w postaci miski ryzu z pokrojonymi ladnie filetami ryb rozmaitych i owocow morza na tymze ryzu...
Tam gdzie nie bylo wielkich kolejek podobno lepiej nie wchodzic bo takie sobie sushi...jak mowili Japonczycy a ja im ufam.
Ten oto bar jest podobno najlepszy i dlatego stal przed nim istny tlum a na miejsce trzeba bylo czekac...godzine! Wiec poszlismy dalej, do drugiego najlepszego baru na targu Tsukiji.
Tak wygladalo jego menu. Dla nieswiadomych- to dziwne pomaranczowe cos na gornych zdjeciach menu to wnetrze jezowca morskiego...uni. Drogie toto i Japonczycy to uwielbiaja. No ja tak moze niekoniecznie... tak wygladala kolejka przed barem...
a tak wygladal bar w srodku widziany z zewnatrz...
z zewnatrz, bo wlascieciel nie zyczyl sobie aby robiono zdjecia w jego barze... No to nie robilam zdjec za to jadlam i bylo to niesamowicie po prostu pyszne! W zestawie byl bulion rybny i naturalnie chirashi jako danie glowne i zielona herbata w ilosciach dowolnych. Bardzo smaczne sniadanko.
czwartek, 22 kwietnia 2010
Nowa ksiegarnia Japan Centre w Londynie.
Dzis bylam w Japan Centre na Regent Street i znalazlam tam ulotki z informacja o otwarciu nowej ksiegarni Japan Centre na Brewer Street. Jest to ulica w Soho przy ktorej znajduje sie sporo japonskich sklepow i restauracji. Bardzo lubie ksiegarnie, a zwlascza te japonskie wiec popedzilam na Brewet Street. I znalazlam mala ksiegarnie pelna maskotek i komiksow oraz ksiezek do nauki japonskiego. I tego samego starszego Japonczyka, ktory pracowal w dawnycm Japan Centre na Piccadlily Street. Ciesze sie bardzo, ze jest ta ksiegarnia. A z polonikow Japan Centre-owych... Drugi sushi chef restauracji Toku, nalezacej do Japan Centre to... Polak! Mlody czlowiek. Nazywa sie Wojciech Psykala. No nie, czas sie zapisac na kurs robienia sushi...
środa, 21 kwietnia 2010
Pyszne jedzenie japonskie.
W Londynie mozna zjesc po japonsku bez problemu. Teoretycznie rzecz biorac. Bo praktycznie londynskie japonskie jedzenie nie smakuje tak jak tokijskie japonskie jedzenie. Wcale a wcale! To straszne... Jako dziki fan japonskich potraw i ich namietny pozeracz, cierpie katusze kulinarne z dala od ukochanych danek. No , moze troche przesadzam z tymi katuszami...jednakowoz brakuje mi pysznych potraw jakie jadalam w Japonii. Lista jest bardzo, bardzo dluga...ale poniewaz mam zdjecia paru ulubionych dan, wiec pozwole sobie je zaprezentowac.
Oto cud gastronimiczny i kwintesencja swiezowsci rybnej- chirashi zushi. Prosze zapamietac raz na zawsze. Swieza ryba nie pachnie ryba! Pachnie pysznie...
To okonomiyaki, japonska wersja naszych plackow ziemniaczanych i racuchow ale nie na slodko ma sie rozumiec. Tu baza placka jest poszatkowana kapusta, cebula, ciasto gestsze niz nalesnikowe i owoce morza...i to jest smazone na specjalnej goracej plycie i polane sosem do okonomiyaki i czasem japonskim mojonezem...
Shabushabu- danie jednogarkowe, gotowane przez konsumujacych. Zabawa i przyjemnosc jedzenia. Te grzyby sa bardzo smaczne. Ja szczegolnie lubie te cienkie, biale...to enoki. Sa przepyszne i delikatne w smaku.
A oto ramen w wersji z chinskiej restauracji kolo stacji Azabu Juban. Dziwnie wyglada ale smakuje swietnie.
sobota, 27 marca 2010
Japonskie pysznosci.
Dzis mialam ciezki dzien, duzo pracy, chociaz to weekend. I nie moglam zjesc niczego pysznego, tylko niedoby angielski obiad. To straszne jak ludnosc tutejsza nie zna sie na dobrej kuchni... A ja jestem niestety rozpieszczona przez japonskie doskonalej jakosci i pyszne jedzenie. Az lza sie w oku kreci jak sobie czlowiek przypomni... ach...gdziez jest moja ulubiona tempura krewetkowa z Jimbocho (dzielnica Tokio)
albo sushi....takie z dobrze doprawionym ryzem i super swiezym miesem z ryb...
a na deser...niesamowite japonskie lody!:) jaki kraj takie jedzenie... poezja...
czwartek, 18 marca 2010
W pogoni za sushi.
Tak...a mialam pisac codziennie i nie napisalam nic 17 tego...a tu juz jutro, czyli dzisiaj. Wczoraj mialam bardzo dlugi dzien z czego wieksza czesc spedzilam na chodzeniu po tym "cudnym" miescie w ktorym teraz mieszkam. Tu w Londynie nie ma normalnego jedzenia w normalnej cenie a ja nie zarabiam zbyt duzo. Mialam ochote na mile male danko czyli na sushi. Uwielbiam sushi! To teraz malo oryginalne gdyz polowa snobistycznej planety tez lubi sushi, jako ze modne i na czasie... ja lubilam jeszcze zanim bylo na czasie, wiec przyznaje sobie prawo "pierwolubienia", a co... Sushi i owszem, nawet w Tesco jest, ale nie smakuje dokladnie tak jak powinno. Poszlam do Japan Centre, ale tam ostatnio sushi tez nie najlepsze, wiec kupilam tylko marynowany imbir i ultra zielona Melon Sode. Cos jadalnego w temacie sushi znalazlam w barze z sushi na wynos, w Yoshino. To nadal nie to co w Tokio ale nie takie zle. Jak chce zjesc sushi z porzadnie doprawionym ryzem to sama musze sobie zrobic. Bo umiem... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||