Wpisy z tagiem: Yakuza
środa, 16 czerwca 2010
Wnuk szefa yakuzy.
Spotkanie z przystojnym japonskim gangsterem w Kabukicho nie bylo moim pierwszym kontaktem z yakuza. Jeden z moich bliskich japonskich przyjaciol jest wnukiem bylego szefa najslynnniejszej chyba japonskiej grupy yakuza, Yamaguchi gumi. Kiedy mi o tym powiedzial, nie moglam uwierzyc. Myslalam, ze zartuje. Ale to nie byl zart. 18 letni kuzyn mojego przyjaciela zostal zamordowany przez konkurencyjny gang. Moj przyjaciel, nazwijmy go M, nienawidzil swojego dziadka i swiata, do ktorego chciano go wciagnac. M jest niezwykle inteligentny i wyksztalcony. Skonczyl najlepszy uniwersytet w Japonii z wynikiem celujacym. Dziadek planowal uczynienie go swoim nastepca, gdyz ojciec M byl czlowiekiem malego kalibru, niegodnym zaszczytu przywodztwa Yamaguchi gumi... M powiedzial, ze yakuza to ludzie prymitywni i wulgarni. On nie chcial i nie mogl stac sie jednym z nich. M jest dziwnym czlowiekiem. Odrzucajac swiat dziadka i uciekajac od ojca, kobieciarza i hazardzisty, sam musial dbac o swoje utrzymanie juz jako nastolatek. Pracowal i uczyl sie, wspieral finansowo swoje mlodsze rodzenstwo i matke. Ale M nie jest swiety. M bywa dziki i buntowniczy. Ma niesamowita twarz, nieco staroswiecka w typie, prawdziwie japonska. Jego dziadek umarl i przywodztwo Yamaguchi gumi objal ktos spoza rodziny M. M bardzo to cieszy, ale jak powiedzial, nadal ciazy na nim pietno yakuza. Japonczycy nie zapominaja, kto byl czyim dziadkiem... On znalazl dobra praca poniewaz ma wybitny umysl i zdolnosci. Ale jego bracia musieli wyjechac z Japonii aby moc robic kariery naukowe. Nie chciano ich zatrudnic w Japonii, bo mieli "skazony" zyciorys... Kiedy patrze na M, jego krotko ostrzyzone wlosy i szczupla ale muskularna sylwetke, mysle ze troche przypomina gangstera. Ale jego oczy, to oczy intelektualisty, nie zabojcy.
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Moje spotkanie z yakuza.
Yakuza czyli japonska mafia to nie zarty... Chlopaki sa niebezpieczne i czesto wybitnie nieprzyjemne. I czasem nosza miecze, ktorych sa w stanie uzyc jak sie mniej lub bardziej zirytuja. Normalnie obcokrajowiec ich nie widuje lub nie rozpoznaje. I normalnie oni do obcokrajowcow nie maja zadnych interesow... chyba ze mowimy o zagranicznych hostessach lub prostytutkach i innych osobach z polswiatka. Kiedy chodzilam po Kabukicho, samotnie i dekadencko, pstrykajac fotki i obserwujac ludzi, spotkalam prawdziwego yakuze. I to takiego jak z gangsterskiego filmu japonskiego, przystojnego jak diabli i wygladajacego niebezpiecznie acz seksownie. O rany... Nie wiem czemu do mnie podszedl po tym jak wyszedl z jednego z klubow, ukrytego w bocznej uliczce. Ja nie rzucalam sie za bardzo w oczy, ubrana na czarno, bez makijazu za to ze sporym aparatem fotograficznym i lekkim usmieszkiem na obliczu. Moze ten cyniczny usmieszek go przyciagnal, a moze po prostu wygladalam tak bardzo nie na miejscu, ze az ciekawie? Podszedl do mnie i zagadal po angielsku. Zdziwilam sie powaznie, bo normalnie nikt mnie nie zaczepial i bylam bardzo pewna swego bezpieczenstwa i "niewidzialnosci". Facet byl dobrze i ekstrawagancko ubrany, nosil garnitur chyba od Armaniego, bardzo drogie buty i rozpieta jedwabna koszule. Mial elegancko ostrzyzone wlosy i ...byl bardzo atrakcyjnym Japonczykiem. Oczy czarna jak smola i o pieknym ksztalcie. Zapytal czy jestem Europejka, bo mu nie wygladalam na Amerykanke. Kiedy powiedzialam, ze jestem Europejka i Polka, usmiechnal sie zabojczo ladnie. Jego angielski byl bardzo dobry, bo jak sam powiedzial, spedzil dwa lata w Los Angeles robiac tam "interesy". Juz ja widze te interesy... Pytal, co robie w Tokyo i czemu jestem sama w Kabukicho o tak poznej porze. Wygladalam mu na tzw. "ojosan" czyli panienke z dobrego domu. Powiedzialam mu ze tokijskie zycie nocne interesuje mnie od strony naukowej... bardzo go to rozbawilo. Dobrze mi sie z nim rozmawialo. Powiedzialam mu , ze domyslam sie kim jest "z zawodu"...znowu wybuchnal smiechem i zapytal czy sie go boje? Tym razem ja sie usmiechnelam zagadkowo. I to mu sie widocznie bardzo spodobalo bo otrzymalam zaproszenie na drinka i spedzenie z nim reszty wieczoru (sic!) jako z przewodnikiem po Kabukicho i w ogole po nocnym Tokyo. Otrzymalam zapewnienie nietykalnosci i dobrej zabawy. Yakuza byl niestety absolutnie i totalnie w moim typie jesli chodzi o wyglad. Ale nie mam zwyczaju chadzania na drinki z gangsterami, nawet tymi najprzystojniejszymi i japonskimi, i nawet jesli mam potem szanse na obejrzenie ich tatuazy na plecach i uwiecznienie ich na zdjeciach... Nalezy byc czowiekiem rozsadnym, nawet jesli sie jest szalonym japonofilem... Musialam grzecznie odmowic, dziekujac jednak za tak mila propozycje. Byl niepocieszony a ja spocona, bo zaczelo sie robic... goraco. Trzeba sie bylo ewakuowac. Yakuza wprawdzie z klasa i super atrakcyjny, ale to jednak yakuza! Nie mam pojecia co mu sie tak we mnie spodobalo, ale robil wrazenie mocno zaintersowanego moja skromna osoba. Dal mi swoj numer kontaktowy, wydrukowany na prostej czarnej wiztytowce. Znowu scena jak z filmu... Nie zadzwonilam. Ale wizytowke mam schowana na pamiatke. I czasem zastanawiam sie co mogl miec wytatuowane na plecach. Moze blekitnego tygrysa? :) |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||