Japonofila "smutek tropikow".
Jest tak strasznie goraco w Londynie. A ja mam katar sienny, glowe jak balon i oczka jak pinezki, o czerwonych glowkach...
Mam tez tzw. dola..........................................................................................................
tesknie za Japonia i za moimi przyjaciolmi tam... Tkwie w Londynku i zarabiam zalosnie malo, za to place za wszystko krocie. Musze zmienic lokum bo mieszkam z barbarzyncami i nowy klopot...trzeba znalesc miejsce z cywilizowanym towarzystwem i takie, ktore nie bedzie mnie kosztowalo calej wyplaty. Szukam chaty do podzialu z Japonczykami, ale oni posh, i takie pokoje kosztuja... Ale gotowam"bulnac" za ten przywilej...naturalnie w granicach rozsadku i moich finansowych mozliwosci.
Ogladanie filmow japonskich tez czasem mnie dobija, bo przypomina mi o miejscach w ktorych mnie nie ma i o tym, ze marnuje czas, a czasu nie mam za wiele. I tak jestem, jak to mowia Japonczycy "Kristmasu keki" czyli swiateczny pudding...po swietach juz nikt go nie chce :). No mocno to niefajna mysl... jako niechcenie mam na mysli zestarzenie sie w walce o przetrwanie w Londynku...
Musze sie trzymac planu i byc twardzielem. Podazajac za "Hagakure", ksiazka mowiaca o tym co porzadny samuraj robic powinien, ja powinnam byc:
primo- cierlpiwa
secundo - zdyscyplinowana i opanowana
tertio (?)- pracujaca jak sie da najwiecej i oszczedzajaca co sie da
Z ciepliwoscia u mnie bywa roznie... Czasem mam na przyklad ochote przywalic z back hand'u paru osobom, np. landlordowi, ktory jest ............................................no comments.
Dobrze, ze moga rozmawiac z Yoshim via Skype. Yoshi tak bardzo poprawia mi humor. Prawdziwy z niego tomo, czyli przyjaciel... nie mam pojecia , co ja bym bez niego zrobila...
Pewnie uskutecznila plan B...a plan B nie jest fajny w sumie, za to bardzo ...ostateczny.
Lepiej zrobie jak obejrze "Tonari no Totoro"...potrzebuje czegos radosnego i milego.